Sławek Kunc

(1981 – 2008)




Razem organizowaliśmy tę wyprawę, razem odbieraliśmy przyznaną nam za jej projekt Nagrodę im. Andrzeja Zawady i razem mieliśmy na nią jechać. Planowaliśmy wyruszyć w styczniu 2009.


Nie lubił, kiedy się go nazywało podróżnikiem, za to bardzo lubił podróżować. W ciągu swojego o wiele zbyt krótkiego życia zorganizował i odbył mnóstwo mniejszych oraz większych wypraw po Polsce, Europie, Azji i Afryce. Ta ostatnia była jego największą pasją. Odwiedzał ją aż czterokrotnie, podróżując po Etiopii, Afryce Zachodniej, Maroku i Sudanie. W styczniu planował po raz kolejny wyruszyć na swój ulubiony kontynent – organizował wyprawę “Śladami Kazimierza Nowaka – Afryka 2009″. Niestety, na kilka tygodni przed jej rozpoczęciem, 9 grudnia 2008 roku, zmarł tragicznie w Krakowie. Miał 27 lat. Jego stratę odczuło bardzo wiele osób, bo dla wielu był ważnym człowiekiem.

Urodził się w Tarnowie, w mieście, do którego zawsze lubił wracać, i w którym czuł się naprawdę u siebie. W Krakowie, na Uniwersytecie Jagiellońskim, ukończył geografię i zarządzanie w turystyce. Jeszcze w trakcie studiów został współzałożycielem i pierwszym redaktorem naczelnym Magazynu Podróżników “Globtroter”. Na początku 2008 roku otrzymał przyznawaną młodym podróżnikom Nagrodę im. Andrzeja Zawady. Pasjonowały go jednak nie tylko podróże. Miał rozległe zainteresowania i wiedzę, kochał sport, zwłaszcza koszykówkę, ale również piłkę nożną i żużel, był namiętnym kibicem Unii Tarnów (z czwartoligową drużyną piłkarzy jeździł na „wyjazdy” nawet na drugi koniec Polski), uwielbiał robić zdjęcia (był laureatem wielu nagród fotograficznych), oglądać filmy, czytać. Potrafił wynajdywać wyjątkowo oryginalną muzykę i mało znane miejsca. Wymieniać można by zresztą długo – jak na 27 lat życia było tego zaskakująco dużo. Ale od tego, że w zależności od sytuacji był zarówno niezłym hydraulikiem, świetnym organizatorem, jak i kierowcą off-roadowym, ważniejsze wydaje się to, że był skromny, chętny do pomocy, nietuzinkowy, ciekawy świata.

Miał też mnóstwo wad. Chyba niewiele jest osób, które znając go dłużej, nie zdążyłyby się z nim ostro pokłócić. Ale dziś nawet tego brakuje. Momentami tak bardzo, że aż trudno uwierzyć.

„Dziadzia”, „Hajle”, „Wiesiu” – różnie na niego mówiliśmy. Dzięki za wszystko. Szacunek, yo!




Braciszek – „Bazyliszek”

Tak o Nim mówiłam, gdy był małym chłopcem. Szczególnie podczas ostrych, domowych przepychanek, żeby nie powiedzieć – całkiem poważnych bitew. Walki toczyliśmy o wszystko. Jak dzieci – o czekoladę, o ciastka na stole, kolorowe zabawki albo względy Rodziców. Największym jednak zarzewiem naszych konfliktów był wspólny pokój, który dzieliliśmy do wczesnej dorosłości.

W dzieciństwie różnie Go zresztą nazywałam. Wołałam np. „Slava” (od marki czeskich zegarków, jedynych dostępnych na rynku w owych czasach), albo Sławiący Mir (czyli chwalący pokój, od Jego imienia). Śmieszyło mnie zresztą to Jego imię. Rzadkie, niepospolite, niebanalne i dziwne. Tak jak On.

Był pięknym dzieckiem. Jak się urodził, zamierzałam się Go pozbyć. Chciałam wywrócić Go z wózka. Byłam zazdrosna, że wszyscy Jego wtedy bardziej kochali.

Piękny i wybitny chłopczyk. Gdy miał trzy latka poprosił, abym nauczyła Go czytać. I zaraz potem samodzielnie przeczytał „Krzyżaków”. Od tego czasu pochłaniał książkę za książką. Głównie historyczne, bo na początku chciał zostać archeologiem. Namiętnie odwiedzał też zamki i twierdze, samodzielnie szkicując mapy ukształtowania terenu. W starych prześcieradłach udawał prastarych Słowian, rycerzy i inne postaci z powieści.

Uczniem był też wyjątkowym. W przeciwieństwie do mnie, niewielkim nakładem sił, osiągał znakomite wyniki. Nudził się na lekcjach, poprawiał nauczycieli, aż zaproponowano Mu indywidualne nauczanie. Nie skorzystał, bo lubił ludzi. Chciał przebywać w ich towarzystwie.

W liceum zaczął interesować się filozofią rastafariańską. Celowo ograniczał dobra konsumpcyjne, gromadził płyty z muzyką reggae (którą nota bene zamęczał wszystkich!) i cieszył się z byle czego. Podobno tak jak ludzie, których później aż czterokrotnie odwiedzał w Afryce. Wtedy też „polował” na „czarne dziewczyny”. Mówił, że zwiąże się tylko z kobietą o takim kolorze skóry. Żartowaliśmy z Ojcem, że powinien chodzić po mieście z tego typu transparentem. Panie z resztą, czy czarne czy białe, oceniał według wymyślonej przez siebie skali, od jeden do dziesięciu. Ja w tym rankingu zawsze miałam u Niego kiepską notę.

W czasach studenckich często razem chodziliśmy do kina. Lubił ambitne filmy, cenił Jarmuscha. Potem długo rozmawialiśmy. O tym co widzieliśmy, o naszym dzieciństwie, dorastaniu, o życiu. Śmialiśmy się z zabawnych sytuacji. Właśnie… sytuacji. Bo On i ja mieliśmy to samo, charakterystyczne, sytuacyjne poczucie humoru. Bywało, że pokładaliśmy się ze śmiechu, a otoczenie nie wiedziało, o co chodzi. My wiedzieliśmy doskonale.

Nigdy nie przypuszczałam, że ja – starsza siostra, wspominać będę mojego młodszego Brata. Zawsze sądziłam, że urządzi się trochę w Krakowie, a trochę w Tarnowie, gdzie (gdy tylko nie był na drugim krańcu świata) niemal co weekend odwiedzał Rodziców. Dżonego i Dżubą kochał bez pamięci. Myślę, że byli największą miłością Jego życia. Tę wyjątkową relację nie sposób opisać w kilku słowach. Trzeba było by widzieć, jak wita się z Nimi, jak dziękuje za dobry obiad, jak pomaga w pracach gospodarskich „koło domu”, wreszcie jak się z Nimi żegna. Do tych pożegnań przywiązywał ogromną rolę. Nie było wyjścia z domu bez przytulenia, poklepania po plecach czy pocałunku. Nie raz nie rozumiałam, jak to możliwe, że dorosły mężczyzna tuli do siebie Matkę jak dziecko. Teraz już wiem, że Oni i On cieszyli się sobą krótko, ale intensywnie.

Bardzo mi Ciebie Bracie brakuje. Właściwie to wciąż nie dowierzam w to, co się stało. Tak bardzo mi przykro, że już się nie spotkamy. Ale wiesz co? Gdy tylko będę jak Ty – po drugiej stronie, w pierwszej kolejności odnajdę Ciebie. Będę tak długo szukać aż znajdę. Bardzo Cię kocham.

Siostra – Sister




kunc_wywiad

kunc_wywiad

Ostatnie wpisy
Ostatnie komentarze
Kontakt
ksch: Wielkie gratulacje! Jest czego zazdrościć! A przynajmniej tak zakładam;)...
Tadziu: no, jestem mimo wszystko zaszczycony, zwłaszcza że ciągłość redaktorska do najgęstszy...
M. Kiki: O jo! Panie, dziękuję za dziękuję!...
Mr Bear: szacun...
teoybea: Ale fajnie. Al hamdu lillah i gratulacje!!!!! Viva Africa de Nowak! Welcome to Sudan!...










Projekt logo © Copyright gs.77


© Copyright 2008-2010 sladaminowaka.pl All Rights Reserved