2010
ŚLADAMI KAZIMIERZA NOWAKA przez EGIPT:
CZTERDZIEŚCI WIEKÓW PLUS DWA (KÓŁKA)
Pamięci Sławka Kunca
III ETAP ROWEROWEJ SZTAFETY “AFRYKA NOWAKA”
Rzeczy nie dzieją się przez przypadek
[Dżamal Abdel Naser]
Cycling in Memphis (forget Tennessee)
Źródło: Google Maps, fot. Paweł Pachla
Trasa
El Sollum (granica libijsko-egipska) – Aleksandria – Kair – Kantara – Kair – Memphis – Beni Suef – Minia – Asjut – El Balyana – Luksor – Asuan
Środek transportu
Rower
Dystans
2353 km
Czas
9 stycznia 2010 – 8 lutego 2010
Start
Sollum, fot. Piotr Romejko
Jak to wyglądało w praktyce
Wydawało się, że będzie łatwo. Bo w końcu co to takiego – Egipt? Bułka z masłem, Hurghada i Szarm. Ale my podróżowaliśmy inaczej: śladami Kazimierza Nowaka. A on wspomnień z Egiptu nie miał najlepszych. Łagodnie rzecz nazywając. Bo mówiąc dosadniej, przejazd przez Egipt był dla Nowaka chyba największym koszmarem w czasie całej jego afrykańskiej odysei. My na szczęście wspomnienia mamy lepsze. Bywało ciężko, ale jednak nie musieliśmy się bronić przed nikim za pomocą pompki do roweru.
Co nie znaczy, że nie mieliśmy przygód. Na przykład w Sidi Barrani nad Morzem Śródziemnym wracające ze szkoły dzieci potraktowały nasz przyjazd jako sensację tak wielką, że przez moment czuliśmy się jak gwiazdy filmowe otoczone tłumem rozhisteryzowanych fanów. Złudzenie trwało krótko. Dosłownie chwilę później musieliśmy się już salwować ucieczką przed lecącymi w naszą stronę kamieniami i butelkami.
Na szczęście tego typu sensacje nie przydarzały się nam codziennie. Owszem, jednego z nas potrącił jeszcze radiowóz, poza tym mieliśmy kilka pomniejszych wypadków, przedzieraliśmy się po zmroku przez autostradę do Aleksandrii (oczy dookoła głowy, w Północnej Afryce jazda z włączonymi światłami nie jest tak popularna jak w Polsce), wtopiliśmy się w pijany ze szczęścia tłum na ulicach Luksoru, kiedy Egipcjanie fetowali zwycięstwo nad Ghaną w finale Pucharu Narodów Afryki, ale ogólnie było bezpiecznie.
Przede wszystkim zaś było pięknie. Pogoda sprzyjała nam wyjątkowo – słońce nas grzało, lecz nie paliło, wiatr (podczas jazdy rowerem czynnik absolutnie kluczowy) wiał nam prawie cały czas w plecy, krajobrazy zaś nieustannie się zmieniały. Była więc i pustynia, i morze, i gęsto zaludniona delta Nilu, i szczelnie wypełniona polami uprawnymi dolina tej potężnej rzeki, i – wreszcie – potężne miasto (Kair).
Rowery, jak i cały sprzęt, którym dysponowaliśmy, spisały się znakomicie, zdrowie również zazwyczaj nie szwankowało, a gdy pojawiały się problemy, nadrabialiśmy ambicją. I chociaż nie stawialiśmy sobie żadnych sportowych celów, nie raz liczniki mierzące dzienny dystans wskazywały pod wieczór liczby trzycyfrowe (rekord to 200 km, jakie z Kairu do Kantary pokonali jednego dnia Piotr Romejko i Paweł Pachla).
Najważniejsze było jednak szukanie śladów Kazimierza Nowaka i godne upamiętnienie jego podróży sprzed prawie już 80 lat. Będąc w Egipcie zainstalowaliśmy dwie tabliczki upamiętniające niezwykły wyczyn polskiego podróżnika – obie w godnych i odpowiednich ku temu miejscach: w centrum Aleksandrii na budynku, w którym znajduje się biuro konsula honorowego RP w tym mieście, oraz w centrum Kairu, na ścianie willi mieszczącej polską ambasadę. Z montażu obu tabliczek udało nam się zrobić wydarzenia całkiem sporego kalibru – uczestniczyli w nich prominentni przedstawiciele egipskiej Polonii, pierwszą śrubę mocującą tabliczkę kairską wkręcił zaś sam Ambasador Rzeczypospolitej w Egipcie.
A co ze śladami? Dotarliśmy w wiele miejsc, które na trasie swojej egipskiej tułaczki odwiedził Nowak. W Kantarze, nad Kanałem Sueskim, robiliśmy sporo, by dać się zamknąć w tym samym areszcie (budynek jest ponad 100-letni, nie było więc wątpliwości, że to ten sam), w którym noc „na dołku” spędził w 1932 roku Nowak (w końcu nas stamtąd wyrzucili, działo się jednak całkiem sporo), w Kairze odnaleźliśmy gabinet polskiego lekarza, którego odwiedził Kazik, nagraliśmy też wywiad z pamiętającą go, 85-letnią dziś jego sąsiadką (Mme Leila), dotarliśmy wreszcie do mikrofilmów zawierających wydanie kairskiego dziennika „Al-Ahram” z sierpnia 1932 roku, w którym opublikowano zdjęcie Kazimierza Nowaka (z rowerem) i artykuł o jego wyprawie.
Szkoda, że wszystko to trwało tylko miesiąc. No ale taka już specyfika sztafety – pałeczkę trzeba było przekazać „Sudańczykom”.
Uczestnicy (w działaniu)
Piotr TOMZA (lider etapu, logistyk, pisarz)
Na trasie został m.in. potrącony przez radiowóz, zderzył się (brzuchem) z nieświeżą baraniną na pietruszce, a także wcielił się w postać Stańczyka, gdy pojawiły się problemy z montażem tabliczki upamiętniającej K. Nowaka.
Magda KOWAL (fotograf, negocjator)
Niewzruszona obserwatorka, zawsze potrafiąca zachować dystans do tego, co dookoła. W trakcie wyprawy była wytrwała, wyrozumiała i nie opuszczało jej poczucie humoru. A podróżowała przecież z samymi „chłopami”.
Piotr ROMEJKO (teoretyk, praktyk, fotograf)
Geograf, rikszarz, żeglarz i rowerzysta (wcześniej przejechał m.in. dystans z Przemyśla do Kairu). Najmłodszy, a kto wie, czy nie najrozsądniejszy. Siła spokoju, opanowanie i wyczucie (np. do tego, gdzie założyć obóz). Kocha słodycze. Kocha.
Paweł PACHLA (fotograf, mechanik, cudotwórca)
Człowiek, który potrafi naprawić chyba wszystko, dzięki czemu nie musieliśmy się martwić, gdy ktoś złapał gumę, lub nie mógł dojść do porozumienia ze swoim rowerem. A do tego robi rewelacyjnie zdjęcia i nie boi się ognia.
Teofil MROCZEK (tłumacz, „nasz człowiek w Kairze”)
Polonista i poliglota. Mieszka w Kairze i świetnie mówi po arabsku (choć sam by tego nie przyznał). A to w Egipcie jest umiejętnością nie do przecenienia. Jego mieszkanie w kairskiej dzielnicy Dokki było naszą wyprawową bazą. Jechał z nami od El Sollum do Kairu.
Sebastian WOITSCH („wahad Alemanii”, dobry duch)
Pracujący w Egipcie Niemiec, który wcześniej przejechał rowerem Afrykę z północy na południe. Był z nami od Kairu do Luksoru. Znakomity towarzysz podróży, wesoły i życzliwy. Dla eskortującej nas w dolinie Nilu policji był „wahad Alemanii” (jednym Niemcem) wsród „arba Bulandi” (czwórki Polaków).
Meta
Asuan, fot. Sławek Kunc
>> Wielka sztafeta "Afryka Nowaka"
Afryka Nowaka na Facebooku





